Syndrom sztokholmski
Co to jest syndrom sztokholmski – definicja.
Syndrom sztokholmski z definicji to taki stan psychiczny, w którym występuje odczuwanie sympatii i solidaryzowania się ofiary z napastnikiem. Najczęściej mówimy o nim w odniesieniu do porwań czy zakładników, ale podobny mechanizm występuje w przypadkach przemocy fizycznej czy psychicznej w rodzinach. Syndrom sztokholmski jest stosunkowo mało rozpoznany, nie figuruje w żadnej bazie chorób, nie ma ściśle określonych kryteriów diagnostycznych, brakuje literatury merytorycznej w tym temacie.
Skąd się wzięła nazwa i sposób działania syndromu sztokholmskiego:
Nazwa wzięła się od sytuacji napadu na bank Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg w Sztokholmie w dniach 23 sierpnia – 28 sierpnia 1973 roku. Jedna z zakładniczek o imieniu Kristin nie tylko została pozbawiona przez swojego uzbrojonego porywacza imieniem Olafson możliwości ruszania się, ale też podstawowych czynności życiowych, takich jak jedzenie, picie i korzystanie z toalety. W ten sposób stała się całkowicie zależna od jego woli i decyzji. O wszystko musiała prosić i czekać na pozwolenie, niczym niemowlę, które jest całkowicie zależne od rodzica. W ten sposób powstaje relacja zupełnej zależności. Tak jak u niemowląt, które nie są w stanie przetrwać bez opiekuna, rozwija się poczucie więzi, kiedy opiekun zapewni im podstawowe potrzeby takie jak jedzenie i picie – podobnie działa ten mechanizm w sytuacji opresyjnej, w której mamy oprawcę i ofiarę. U niemowląt rozwija się wówczas miłość do opiekuna czy rodzica, a przy syndromie sztokholmskim powstaje więź ofiary z oprawcą. W głębokim stresie wywołanym całą sytuacją porwania czy przemocy, ofiara wytwarza poczucie wdzięczności do swojego oprawcy za to, że jej nie zabił, czy za to że ,,pozwala” jej się najeść czy skorzystać z toalety. Szczególnie to przywiązanie może eskalować, jeśli ofiar było więcej i część została zabita, czy poważnie poraniona na oczach innych. W niektórych przypadkach ofiara może się również zakochać w swoim oprawcy, tak jak Kirsten w Olafsonie z sytuacji w Sztokholmie, do tego stopnia, ze zerwała zaręczyny ze swoim dotychczasowym partnerem. Według Franka M. Ochberga, pierwszego psychiatry, który zajmował się badaniami nad syndromem sztokholmskim i opisał ten stan psychiczny, osobami podatnymi będą takie, które doznały traumatycznych przeżyć w dzieciństwie w kontekście budowania relacji i zbliżania się, najczęściej z rodzicem czy opiekunem, który był w jakiś sposób zagrażający, stresowy, budzący lęk (Understanding the Victims of Spousal Abuse, 1974), ale jednocześnie dziecko było od nich zależne, bo karmił zapewniał dom, albo np.: przytulał bezpośrednio po przemocy fizycznej. Podobne mechanizmy zachodzą w przypadku domowej przemocy. Dla przykładu – wielokrotnie bita żona zaczyna żywić gorące uczucia do swojego przemocowego męża za każdym razem, kiedy przestaje ją bić, ponieważ uczucie ulgi od fizycznego bólu jest nagradzające. Kiedy on skończy, ona czując ulgę przeprojektuje to uczucie na niego, usprawiedliwiając całe zdarzenie, że przecież mógł bić dalej, mógł zbić mocniej, mógł coś połamać, a skończyło się ,,tylko” z podbitym okiem. Czyli ostatecznie… ,,nie jest tak źle”, można wytrzymać.
Czemu ofiara zostaje z oprawcą?
1.tCzęstym scenariuszem jest brak drogi ucieczki, np. matka wychowująca dzieci, sama nie pracuje, więc nie ma zasobów by odejść od tyrana. Dodatkowo jest przerażona prawnymi krokami, policją, ma poczucie że jej partner ją wszędzie dopadnie i zabije, bo takie groźby często padają pod adresem ofiary. 2.tWstyd jest przygniatający. Ból fizyczny, którego doświadcza ofiara jest łatwiejszy do przyswojenia niż publiczne przyznanie się do dziejącej się sytuacji. 3.tWiara w lepsze jutro, naiwna wiara że partner w końcu przestanie. Wracanie myślami do tego, jak było kiedyś, że ,,kiedyś przecież taki nie był”. Należy też z całą stanowczością stwierdzić, że pomimo tego, że najczęściej słyszymy o ofiarach przemocy i przejawach syndromu sztokholmskiego w kontekście kobiet, to mężczyźni również mogą stać się ofiarami. W przypadku mężczyzn sprawa jest o tyle trudniejsza, że wstyd i obawa przed oceną społeczeństwa bardzo często hamuje ich przed sięgnięciem po pomoc. O ile kobiety często wstydzą się przyznać przed kimkolwiek o byciu ofiarą przemocy, o tyle mężczyźni niejednokrotnie nie są nawet brani na poważnie kiedy zgłaszają taką sytuację.
Jak sobie poradzić? Najważniejsze to się wyrwać, przerwać krąg przemocy. Uciec, poszukać schronienia. Opowiedzieć o sytuacji komuś zaufanemu, rodzinie lub przyjacielowi. Poszukać wsparcia, zgłosić się do terapeuty lub psychologa, który będzie mógł pokierować co robić dalej. Jeśli zagrożone jest zdrowie lub życie, należy sprawę skierować na policję. Ofiary przemocy domowej, którym udało się uwolnić od przemocowca mogą doświadczać depresji czy PTSD, dlatego ważne jest długoterminowe wsparcie psychologiczne czy terapeutyczne.